Śniła mu się niesamowicie długa i mocna nić... - Muzeum Pamięci Sybiru

9 kwietnia 2026

Śniła mu się niesamowicie długa i mocna nić…

Spotkanie wokół wspomnień Wiktora Żyzdrynia za nami. W wydarzeniu licznie wzięła udział rodzina autora, w tym jego dzieci, które ciepło wspominały ojca.

Przejdź do treści

Śniła mu się niesamowicie długa i mocna nić. Po przebudzeniu kolega z łagru, powiedział mu: ty się Wiktor trzymaj, bo ciebie czeka jeszcze długie i szczęśliwe życie.

Wiktor Żyzdryń pochodził z okolic Lidy, z terenów, które obecnie znajdują się na Białorusi. Ukończył Państwową Szkołę Techniczną w Wilnie i został geodetą. W latach II wojny światowej był żołnierzem Armii Krajowej. Dwa miesiące przed zakończeniem wojny został pojmany przez Sowietów. Szybko go osądzili i skazali na karę śmierci za działalność niepodległościową. Karę tą sąd zmienił na karę dwudziestu lat łagrów. Wiktor Żyzdryń spędził tam prawie jedenaście lat. Został zwolniony na mocy amnestii, po śmierci Stalina. Udało mu się wrócić do Polski w styczniu 1957 roku, dzięki staraniom rodziny, głównie siostry Anny Grygielewicz.

Czytając wspomnienia osób, które doświadczyły tak skrajnych przeżyć zastanawiamy się, jak zdołali sobie z nimi poradzić, jak udało im się wrócić do „normalnego życia”.

– Jakim człowiekiem, jakim ojcem był Wiktor Żyzdryń? – pytał dr Marcin Zwolski, kierownik Działu Naukowego, w rozmowie z dziećmi autora.

– Dla mojego taty rodzina to była świętość. Wrócił do Polski w wieku 45 lat. Po takich przeżyciach, jakie są szanse na założenie rodziny i posiadanie dzieci? Zawsze trzymała go nadzieja, że stanie się cud i wróci do Polski, że założy rodzinę, ożeni się, i pojawią się dzieci. Marzył, by móc je wychować, doczekać ich dorosłości, i zobaczyć jak sobie radzą w życiu. Miał w sobie taką ogromną wdzięczność. Mówił, że na Workucie trzymała go wiara w Boga i wiara, że przetrzyma to wszystko. Cały czas był wdzięczny Bogu, że dostał tak wiele, mimo przeżyć, które doświadczył – wspominał syn Wiktora, Grzegorz Żyzdryń.

– Tata zawsze widział to, co otrzymywał jako dar. Był po prostu wdzięczny. Nie myślał o tym, co stracił, nie przeżywał tego, ale dziękował za to, co ma i tego nas uczył – by być optymistą. Był bardzo życzliwy dla innych ludzi i ufny. Chyba te cechy zdecydowały, że żył długo, ze spokojem wewnętrznym i radością życia – dodała córka, Beata Dygulska.

Wiara i ufność Wiktora Żyzdrynia przebija się również przez karty jego wspomnień.

„Starając się oderwać oczy od ścian, a myśli od ponurej rzeczywistości, po każdym spożytym posiłku klękałem lub siadałem w kucki na cemencie i rzewnie się modliłem. Odmawiałem wszystkie modlitwy, jakie sobie przypominałem, a na końcu improwizowałem własnymi słowami. Unoszony w modlitwie doznawałem wielkiej ulgi na duszy i sercu. Tak, iż wydawało mi się, jakbym był w tej chwili w Ostrej Bramie w Wilnie.”

Wiktor Żyzdryń już jako emeryt zaczął spisywać swoje wspomnienia. Zapiski krążyły wśród najbliższych, aż po latach przepisała je i zredagowała córka Beata Dygulska. Jeden z maszynopisów trafił w ręce Małgorzaty Perigot-Grygielewicz. Jej babcia Anna i Wiktor byli rodzeństwem, to właśnie Anna ze wszystkich sił walczyła o jego uwolnienie, dzięki czemu historia Wiktora przetrwała w rodzinie przez kolejne pokolenia. Dzięki Małgorzacie Perigot-Grygielewicz wspomnienia trafiły do Muzeum Pamięci Sybiru.

– Czytając je, doszliśmy do wniosku, że jest to gotowy materiał na książkę – mówiła Anna Pyżewska z Działu Naukowego, redaktorka tekstu.

Wspomnienia zostały wydane pod tytułem „Człowiek – łopata, człowiek – kilof”. W ten sposób Wiktor Żyzdryń dalej opowiada swoją historię, przekazując ją szeroko kolejnym pokoleniom.

Sklep Odwiedź nasz sklep i sprawdź najnowsze publikacje Muzeum Pamięci Sybiru Odwiedź sklep