Noc Muzeów 2026 – wyjątkowy eksponat - Muzeum Pamięci Sybiru

7 maja 2026

Noc Muzeów 2026 – wyjątkowy eksponat

Tylko podczas Nocy Muzeów zaprezentujemy maki zerwane w 1944 roku pod Monte Cassino!

Przejdź do treści

Muzeum Pamięci Sybiru zyskało unikatowy eksponat – maki zerwane w 1944 r. pod Monte Cassino przez żołnierza Armii Andersa, Leopolda Kundyckiego. Przebyły wraz z nim długą podróż z Włoch, przez Wielką Brytanię aż do Nowej Zelandii. Po kilkudziesięciu latach trafiły do Białegostoku.

Leopold Kundycki przed wybuchem II wojny światowej mieszkał we Lwowie, gdzie pracował jako geodeta. W wyniku niemiecko-sowieckiej agresji na Polskę Lwów znalazł się pod okupacją Związku Sowieckiego. Nad ranem 9 kwietnia 1940 roku do domu Leopolda przyszło NKWD. Sowieci zarzucili mu posiadanie broni, choć w czasie przeszukania niczego nie znaleźli. Mimo to Leopolda aresztowano i osadzono w więzieniu we Lwowie, potem Kijowie, a następnie w Charkowie. Początkowo skazano go na karę śmierci, ale wyrok zmieniono na pobyt w łagrach. Leopold trafił do obozu Siewżełdorłag w okolicach miejscowości Kożwa (Republika Komi). Tymczasem jego żona, córka, dwaj synowie i teść zostali deportowani przez Sowietów na wschód.

Leopold opuścił obóz 1 września 1941 roku na mocy tzw. amnestii dla polskich obywateli i ruszył na południe Związku Sowieckiego, by dołączyć do formującej się tam polskiej armii pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Jako kapitan ewakuował się z nią na Bliski Wschód, gdzie pracował jako nauczyciel matematyki w Szkole Młodych Ochotniczek (junaczek). Na przełomie 1943 i 1944 roku „andersowcy” trafili do Włoch. Wśród nich był kpt. Leopold Kundycki, który wziął udział w bitwie pod Monte Cassino.

– Maki zostały zerwane przez mojego dziadka Leopolda, który walczył u boku gen. Andersa pod Monte Cassino. Nie wiem, kiedy dokładnie zerwał te maki oraz czy było to nawiązanie do napisanej 18 maja 1944 roku pieśni „Czerwone maki na Monte Cassino”. Sugerowałbym jednak, że chodziło właśnie o to – opowiadał Peter Kundycki, wnuk Leopolda.

Po wojnie Leopold Kundycki wyjechał do Wielkiej Brytanii, gdyż nie wiedział co dzieje się z jego rodziną. Wkrótce okazało się, że jego żona trafiła z Syberii do Nowej Zelandii z polskimi sierotami jako pielęgniarka i opiekunka „dzieci Pahiatua”. W 1947 roku Leopold dołączył do rodziny. W Nowej Zelandii pozostali już na stałe.

– Mój dziadek byłby szczęśliwy wiedząc, że te maki zdołały trafić do kraju, z którego sam pochodził – dodał Peter Kundycki.

Maki przez wiele lat można było podziwiać w Domu Polskim w Wellington w Nowej Zelandii. W 2025 roku rodzina Kundyckich przekazała je do Muzeum Pamięci Sybiru. Zanim jednak trafiły do Białegostoku wykonano im szereg badań i prac konserwatorskich.

– Biorąc pod uwagę kruchość okazów botanicznych i skomplikowane losy obiektu, który przemierzył wraz z właścicielem wiele kilometrów w trudnych warunkach, a po latach został przywieziony do Polski z Nowej Zelandii, można powiedzieć, że okazy zachowały się w naprawdę niezłym stanie – mówiła dr Magdalena Grenda-Kurmanow z Wydziału Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. – Wśród roślin widocznych w kompozycji rozpoznano mak polny, który we Włoszech kwitnie w kwietniu i maju, liście dębu oraz zwrotnicę, roślinę z rodziny dzwonkowatych, która występuje w rejonie Morza Śródziemnego i kwitnie tam od marca do czerwca. To piękna kompozycja i wszystko wskazuje na to, że rzeczywiście mogą być to maki z Monte Cassino – dodała.

Ponad osiemdziesięcioletnie maki spod Monte Cassino są jednym z najbardziej poruszających eksponatów w zbiorach Muzeum Pamięci Sybiru. Wiąże się z nimi historia konkretnego człowieka, stanowią też symbol bohaterstwa Polaków podczas II wojny światowej.

Sklep Odwiedź nasz sklep i sprawdź najnowsze publikacje Muzeum Pamięci Sybiru Odwiedź sklep