Chusta należąca niegdyś do Barbary Stokowskiej, zdjęcie rodzinne, a także litania do św. Stanisława Kostki z odręcznie napisaną prośbą o uzdrowienie Basi Stokowskiej – to pamiątki, które można oglądać w ramach marcowej odsłony cyklu Eksponat Miesiąca.
O przedmiotach należących do białostockiej rodziny Stokowskich opowiedzieli goście muzeum – darczyńca Jacek Drzewiński, syn Barbary Drzewińskiej (z domu Stokowskiej), wraz z siostrą Małgorzatą Drzewińską.


Gości, wśród których, oprócz darczyńców, znaleźli się również uczniowie szkoły podstawowej w Hajnówce, przywitał dr Marcin Zwolski:
– Eksponat Miesiąca to cykl, w którym przedstawiamy eksponaty otrzymane od kolejnych darczyńców. Przekazane pamiątki zyskują w muzeum nowe życie. Bardzo często deportowane rodziny były niekompletne, brakowało w nich mężczyzn – ofiar innych sowieckich represji i zbrodni. W tym przypadku mamy do czynienia właśnie z taką historią.
Historia rodziny Stokowskich to przykład losów naznaczonych sowieckim terrorem. Cechą charakterystyczną tego systemu były „zniknięcia” – nagłe i bez śladu. Bolesław Jan Stokowski, w okresie międzywojennym Naczelny Sekretarz Sądu Okręgowego w Białymstoku, miał żonę Annę oraz dzieci: Barbarę i Janusza Macieja. 25 września 1939 roku został aresztowany przez NKWD i osadzony w areszcie, urządzonym w schronie pod Sądem Okręgowym w Białymstoku. Po zabraniu go na przesłuchanie ślad po nim zaginął. Prawdopodobnie został zamordowany w zbrodni katyńskiej, a jego nazwisko może widnieć na tzw. białoruskiej liście katyńskiej.
Po aresztowaniu Bolesława represje dotknęły także jego bliskich. W kwietniu 1940 roku Sowieci deportowali Annę wraz z dziećmi do sowchozu w obwodzie pawłodarskim w Kazachstanie. Tam, na fermie nr 1, zajmowali się hodowlą owiec. Warunki były coraz trudniejsze – we wrześniu 1941 roku racje żywnościowe, które deportowani mogli kupować za zarobione pieniądze, zaczęły maleć. Na początku 1942 roku Janusz dołączył do tzw. Armii Andersa, z którą opuścił Związek Sowiecki. Anna i Barbara pozostawały w ZSRS do 1946 roku, kiedy to repatriowały się do Polski.
O historii rodzinnej i przekazanych pamiątkach opowiedział Jacek Drzewiński:
– Dziadka zabrali Sowieci. Wiemy tylko, że przebywał jakiś czas w więzieniu w Białymstoku, a potem – nie wiadomo, ślad po nim zaginął. Po jakimś czasie babcia z dwójką małych dzieci, czyli moją mamą i wujkiem, została deportowana. Do Polski wrócili dopiero w 1946 roku. O chuście i zdjęciach mówiło się w domu, ale sentyment kolejnych pokoleń do tych przedmiotów jest coraz mniejszy. Postanowiliśmy przekazać je do muzeum, żeby zachował się ślad po tamtych wydarzeniach.





Przekazanie pamiątek rodziny Stokowskich to nie tylko ocalenie pamięci o ich losach, ale także przypomnienie o tysiącach podobnych historii. Dzięki takim darom Muzeum Pamięci Sybiru staje się miejscem, gdzie przeszłość spotyka się z teraźniejszością, a kolejne pokolenia mogą poznać tragiczne losy Polaków.
