– Ale czy nas to w ogóle powinno obchodzić? – zaczął prowokacyjnie wczorajszą dyskusję dr Tomasz Danilecki z Działu Naukowego.
W spotkaniu z prof. Anną Zapalec udział wzięła ponad setka gości, a wśród nich Sybiracy, studenci, słuchacze Uniwersytetu Trzeciego Wieku oraz licznie zgromadzona młodzież z X LO im. Wisławy Szymborskiej w Białymstoku.
– Dzisiaj jest rocznica Zbrodni Katyńskiej i rocznica drugiej deportacji. To są wydarzenia, które wbrew pozorom są ze sobą bardzo ściśle powiązane. Ale dlaczego powinny nas obchodzić? – pytał dr Danilecki.




– Historia uczy nas tego, by wyciągać wnioski, słuchać, spotykać się z ludźmi i rozmawiać. To właśnie dlatego zdecydowałam się na wyjazd do Rosji, by tam prowadzić swoje badania – tymi słowami rozpoczęła swoją opowieść prof. Anna Zapalec, która w wyjątkowy sposób podchodzi do badań historycznych.
Z jednej strony prowadziła badania naukowe w archiwach rosyjskich, z drugiej łączyła pracę historyka z metodami pracy antropologa. Przemierzyła Rosję i Syberię, by rozmawiać z miejscową ludnością i docierać do miejsc, które od lat pozostają opuszczone. Podczas spotkania prezentowała zdjęcia ze swoich podróży badawczych do miejsc, w których niegdyś znajdowały się sowieckie łagry. Była to też okazja, by wyjaśnić uczestnikom różnicę między pojęciami, które często są mylone lub stosowane zamiennie.
Czym zatem był łagier, a czym był GUŁ-ag?
– Sowiecki system represji był niezwykle rozbudowaną strukturą, tworzącą sieć obozów, osiedli i różnych form prześladowań. Zarządzał nią centralny organ – Główny Zarząd Obozów i Osiedli Specjalnych, w skrócie GUŁ-ag. Poszczególne obozy pracy przymusowej, których były tysiące, nazywano łagrami. Oprócz nich GUŁ-ag administrował także osiedlami specjalnymi. To właśnie tam trafiali deportowani – ludzie nieskazani na obóz pracy, lecz przymusowo przesiedleni – wyjaśniła prof. Zapalec.
– Rosja to największy kraj na świecie – dodał dr Tomasz Danilecki. – Kiedy leci się samolotem z Moskwy na Syberię, przez kilkanaście godzin widać tylko pustą przestrzeń – tundrę, lasy, czasem wielką rzekę i tylko bardzo rzadko jakąś osadę. To tysiące kilometrów pustki. Właśnie tam kierowano deportowanych. Czy łatwo obecnie do takiego łagru dotrzeć? – pytał.
– Bardzo trudno. One były oddalone od głównych linii kolejowych i głównych miast. Po przebyciu drogi samolotem, pociągiem, samochodem, żeby faktycznie dotrzeć do tych miejsc, trzeba znać miejscowych ludzi, którzy cię tam zabiorą i zechcą to pokazać. To teren odległy od cywilizacji, gdzie nie ma dróg.





Po spotkaniu uczestnicy dopytywali, w jaki sposób organizować takie wyprawy badawcze, czy wyjazdy do takich miejsc są wciąż możliwe oraz czy rozdział obozów pracy przymusowej można uznać za zamknięty w historii. Zainteresowanie młodych ludzi tematem było duże i chętnie dzielili się swoimi wrażeniami:
– Bardzo zdziwiła mnie skala sowieckich represji. Jak wielu naszych rodaków poniosło śmierć w łagrach i podczas transportów pociągami – mówił jeden z uczniów na koniec spotkania.
