„Koniec świata może czasem okazać się najlepszym, co nas spotyka” – za nami spotkanie autorskie z Martyną M. Wojtkowską - Muzeum Pamięci Sybiru

23 października 2025

„Koniec świata może czasem okazać się najlepszym, co nas spotyka” – za nami spotkanie autorskie z Martyną M. Wojtkowską

Gościnią kolejnego spotkania w Muzeum Pamięci Sybiru była Martyna M. Wojtkowska, autorka książki „W Nowej Zelandii wschodzi słońce. Wojenna tułaczka polskich dzieci”.

Przejdź do treści

„W Nowej Zelandii wschodzi słońce. Wojenna tułaczka polskich dzieci” to opowieść o 733 dzieciach, które po przymusowej deportacji z okupowanej Polski w głąb ZSRR straciły najbliższych, a następnie znalazły dom w Nowej Zelandii.

Do Pahiatua dotarły przez Uzbekistan i Iran. Z sierocińców w Isfahanie, które były jedynie krótkim przystankiem w drodze, zabrały skromny dobytek i wpajaną im miłość do polskiej kultury. W Zatoce Perskiej wsiadły na okręt amerykańskiej armii. Na pokładzie czytały „Faraona”, grały w karty i bawiły się z marynarzami. Pobyt w Pahiatua stał się dla nich szansą na odzyskanie utraconego dzieciństwa.

O historii dzieci z Nowej Zelandii autorka dowiedziała się w trakcie zbierania materiałów do artykułu. Podczas rozmowy z archiwistką z Instytutu Pileckiego usłyszała, że gdy dzieci dotarły do obozu, pod każdą poduszką czekał na nie cukierek.

– To był haczyk, który mnie wciągnął! Moja opowieść o dzieciach z Pahiatua właściwie zaczęła się od końca, czyli od momentu przybycia do Nowej Zelandii. Ale wyobrażałam sobie, że to wszystko można zrekonstruować, że można dotrzeć do bohaterów i razem z nimi podążyć tą drogą z Polski do ZSRR, bo przecież musiały być jakieś pozostałości, jakieś wspomnienia, które można poskładać w całość – mówiła podczas spotkania w Muzeum Pamięci Sybiru Martyna M. Wojtkowska.

Czas, w którym autorka zaczęła zbierać materiały do książki, okazał się jednak wyjątkowo trudny.

– To był luty 2022 roku, kiedy wciąż w polskich mediach mówiono o ofiarach pandemii, a Rosja zaatakowała Ukrainę. Plan odtworzenia podróży śladami dzieci był więc wtedy niemożliwy do zrealizowania. Co więcej, Nowa Zelandia wciąż była zamknięta w związku z pandemią, więc było jasne, że nie można się tam wybrać, a tylko nieliczne osoby wróciły do Polski. Na szczęście znalazłam kontakty do dwóch bohaterek – wspominała Martyna.

Jedną z nich była pani Aleksandra.

– Spędziłyśmy w Bielsku-Białej dwa dni i pani Aleksandra odtworzyła tę historię w taki sposób, że właściwie już na podstawie tylko tej jednej opowieści można by napisać książkę. Opowiedziała mi o tym, jak było w jej rodzinnej miejscowości, co ją spotkało w Kazachstanie. Wspominała też o sukience, która towarzyszyła jej przez całą drogę. Jej pamięć była niesamowita, jeśli chodzi o te wydarzenia. Jednak miałam też silne poczucie, że na tę książkę powinno się składać wiele głosów, wiele doświadczeń. Byłam ciekawa, jak inni pamiętają ten czas, więc gdy tylko Nowa Zelandia otworzyła granice – w czerwcu 2022 roku – wybrałam się w podróż na drugi koniec świata i spędziłam tam półtora miesiąca.

Na potrzeby książki „W Nowej Zelandii wschodzi słońce. Wojenna tułaczka polskich dzieci” autorka spędziła wiele godzin w archiwach i przeprowadziła liczne rozmowy.

– Bohaterowie książki zaskakiwali mnie na różne sposoby. W tym, jak opowiadali i w jakich momentach pojawiały się w tych opowieściach silne emocje. Podobnie byłam pod wrażeniem materiałów zgromadzonych w nowozelandzkich archiwach, które były wyjątkowo szczegółowe i pozwoliły mi poznać tę historię jeszcze dogłębniej – mówiła Martyna.

Historia 733 polskich dzieci, które – mimo syberyjskiego wygnania – odnalazły nadzieję i spokój na końcu świata, to nie tylko fragment wojennej przeszłości. To także opowieść o sile pamięci, o przetrwaniu i o tym, że koniec świata może czasem okazać się najlepszym, co nas spotyka.

Sklep Odwiedź nasz sklep i sprawdź najnowsze publikacje Muzeum Pamięci Sybiru Odwiedź sklep