– Przez zupełny przypadek okazało się, że nasi przodkowie spotkali się w Ostaszkowie. Myśmy się poznali oczywiście trochę później, ale to nas też połączyło – tak Cezary Werpachowski rozpoczął opowieść o wspólnej podróży z Agnieszką Pilecką.
Nasi goście, pokonując Rosję, przemierzyli razem kilkanaście tysięcy kilometrów. Byli w takich miejscach, jak: Murmańsk, Varzuga, Karelia, Teriberka, Kiem i Petersburg. Dotarli też do Ostaszkowa, jednak tę część opowieści Cezary zostawił na koniec.



– Nasze podróże miały miejsce w 2017 i 2018 roku. Pierwsza była latem, natomiast druga – kilka miesięcy później. Byliśmy w tej europejskiej części Rosji. Poruszaliśmy się samochodem specjalnie przerobionym na potrzeby tego typu podróży, który miał odpowiednie zawieszenie, część mieszkalną, zbiorniki mieszczące 170 litrów ropy, a także dwie wyciągarki. Muszę zaznaczyć, że drogi w tym kraju są bardzo różne. Niektóre odcinki można pokonywać z dosyć dużą prędkością, aczkolwiek wszyscy mówią, że lepiej tego nie robić, ponieważ ta dobra droga nagle może się zakończyć dziurą w jezdni, która ma nawet metr głębokości. Zdarzało nam się też przeprawiać autem przez rzekę, jednak z wyciągarki korzystaliśmy tylko kilka razy – mówił Cezary.
Podczas swojej wyprawy Cezary i Agnieszka mieli okazję oglądać przepiękną, niezwykle rzadką roślinność. Byli też m.in. nad jeziorami Onega i Ładoga oraz nad Morzem Białym.



– Gdy byliśmy nad morzem, trafiliśmy do malowniczej wsi rybackiej – Pon’goma. Jest to wieś zbudowana z pięknych granitów, łupków i gnejsów, które były czasami niesamowicie kolorowe. Niestety, jeżeli chodzi o jakikolwiek przemysł i ogólny stan wsi, to jest to miejsce bardzo opuszczone. Wszystko jest w stanie upadłości, a ludzie żyją trochę w zapomnieniu. Podobnie jest wzdłuż niemal całego wybrzeża. Można tu zobaczyć mnóstwo opuszczonych chat, szkół i cerkwi. Wszystko to w zasadzie stoi puste, rozpada się – opowiadał Cezary.
Co ciekawe, w trakcie podróży Cezary i Agnieszka zostali dwukrotnie złapani i uwięzieni przez policję.
– Raz zatrzymała nas policjantka z tzw. milicji migracyjnej. Mało kto wie, że w Rosji nadal są miejsca, w których obowiązują specjalne regulacje prawne dotyczące wjazdu i wyjazdu z danej miejscowości ze względu na obecność dużych baz wojskowych. Zezwolenia na przemieszczanie się muszą mieć nawet mieszkańcy. My o tym nie wiedzieliśmy i zostaliśmy zatrzymani. Byliśmy przesłuchiwani przez ok. sześć godzin. Agnieszka podawała nawet imiona kotów. Żartowaliśmy sobie, ale tylko do pewnego czasu. Zeszło na dyskusję o demokracji, i pani, która nas przesłuchiwała, powiedziała: «U was w Polsce demokracja? U was bardak!». Policjantce bardzo też przeszkadzało, że dobrze mówiliśmy po rosyjsku – było to dla niej podejrzane. Ostatecznie skończyło się na mandatach.
Agnieszka i Cezary czasem pokonywali Rosję w sprzyjających warunkach pogodowych, ale zdarzało im się też podróżować w ogromny mróz. Przeprawiali się też samochodem przez zaspy podczas ogromnej śnieżycy.
– Jechaliśmy zimą z Murmańska do miejscowości Teriberka drogą śmierci. Ta droga jest niebezpieczna ze względu na to, że jak się człowiek tam zatrzyma, to w ciągu kilkunastu minut może zostać już w tym miejscu przez dłuższy czas. Wiatry są tak silne, że natychmiast zawiewają ślady przed i za samochodem. To był bardzo stresujący odcinek. Parę razy zastanawialiśmy się, czy to nie będzie koniec naszej wycieczki – opowiadał Cezary.



Bardzo ważnym etapem podróży pary był Ostaszków, gdzie trafił ojciec Cezarego i dziadek Agnieszki wraz z braćmi.
Ojciec Cezarego został aresztowany w 1944 roku. Po dotarciu do Ostaszkowa trafił do tych samych baraków, w których NKWD umieściło w latach 1939–1940 internowanych żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza, Wojska Polskiego, Policji Państwowej, Służby Więziennej, Żandarmerii Wojskowej oraz urzędników samorządowych, których później – na rozkaz Stalina – zamordowano w Twerze i pochowano w Miednoje.
– O Ostaszkowie ojciec opowiadał mi niemal każdego dnia. Są ludzie, którzy byli w sowieckich więzieniach i łagrach, ale są bardzo oszczędni w relacjonowaniu tych wydarzeń. Jednak mój ojciec do nich nie należał. Został aresztowany w wieku 16 lat w Białymstoku. Do Ostaszkowa jechał dwa tygodnie. Opowiadał mi o tym miejscu mnóstwo rzeczy, których ja w zasadzie się nie spodziewałem. Oczywiście były opowieści o głodzie i chorobach, ale jego historie dotyczyły też np. roślin rosnących na torfowiskach. Ojciec miał też niezwykłą pamięć. Zrobił mapy, schematy obozu z rozmieszczeniem baraków, wygląd stacji, drutów itd. Miał taką niesamowitą wiedzę i pamięć – mówił Cezary.
Chociaż w Ostaszkowie można dziś jeszcze znaleźć np. dawne tory kolejowe, to nie ma już praktycznie śladów po minionych zdarzeniach sprzed 80 lat.
– Wszystko zostało zaorane. Po obozie, w którym był ojciec, nie zostało kompletnie nic.
Kolejne spotkanie autorskie już 12 grudnia 2024 r. o godz. 18.00. Zapraszamy!
