Polsko-jakucka opowieść o zesłaniu - Muzeum Pamięci Sybiru

12 czerwca 2024

Polsko-jakucka opowieść o zesłaniu

W Muzeum Pamięci Sybiru miała miejsce kolejna odsłona cyklu Eksponat Miesiąca.

Przejdź do treści

W Muzeum Pamięci Sybiru po raz kolejny mieliśmy okazję wysłuchać przejmujących wspomnień dotyczących zesłania na Sybir. W ramach czerwcowej odsłony cyklu Eksponat Miesiąca swoją historią podzieliła się Pani Janina Gromadzka oraz jej córka Alina. Ich rodzina została zesłana do dalekiej Syberii w czerwcu 1941 roku.

– Czerwiec jest miesiącem, w którym przypada rocznica dwóch deportacji z 1940 i 1941 roku. Ta rocznica i ta wywózka dotknęła także rodzinę Gromadzkich. Rodzinę, która łączy w sobie historię Litwy i Jakucji. Jesteśmy bardzo wdzięczni, za możliwość wysłuchania opowieści o losach rodziny bezpośrednio od córki i wnuczki wywiezionego na Syberię Jerzego Gromadzkiego, Pań Janiny i Aliny – rozpoczął spotkanie prof. Wojciech Śleszyński, dyrektor Muzeum Pamięci Sybiru.

Ludwik Gromadzki, dziadek naszej gościni, był właścicielem majątku Szykszniewo, leżącego w powiecie wyłkowyskim na terenie Republiki Litewskiej. Latem 1940 roku ziemie tego państwa znalazły się pod okupacją sowiecką. W czerwcu 1941 roku Sowieci deportowali na Wschód członków rodziny Gromadzkich: żonę Ludwika – Henrykę oraz dwójkę ich dorosłych dzieci: Cecylię i Jerzego – ojca Pani Janiny. Na miejscu pozostawiono jedynie Ludwika, który przechodził rekonwalescencję po operacji, oraz Jana, drugiego z synów, który przebywał w tym czasie poza domem.

– Całą historię poznałam dzięki mojemu ojcu, Jerzemu. Tata mi opowiadał, że jechali bardzo długo pociągiem i nie mieli ze sobą praktycznie żadnych rzeczy. Był tłok, ludzie nie mieli co jeść, nie można było się umyć, nie było żadnej toalety, jedynie dziura w podłodze. Niektórzy nie wytrzymywali podróży w tak strasznych warunkach, gdy zmarli, ich ciała były po prostu wyrzucane przez drzwi wagonu – opowiadała Pani Janina.

Gromadzkich skierowano na daleką północ Związku Sowieckiego – do Jakucji leżącej nad Morzem Łaptiewów. Panujące tam niezwykle ciężkie warunki doprowadziły do śmierci wielu deportowanych, w tym Henryki i Cecylii, które zmarły w czasie swojej pierwszej zimy na Syberii. Jerzy przebywał na przymusowym specosiedleniu aż do 1958 roku, kiedy to został zwolniony. Jako przedwojenny obywatel Litwy nie mógł jednak nawet pomarzyć o wyjeździe do Polski i pozostał na terenie Jakucji. W międzyczasie związał się z Agrafeną Ochotiną z ludu Ewenków, z którą doczekał się córki Janiny.

– Mój dziadek opowiadał, że podczas pobytu w Jakucji pasł renifery. Dużo też podróżował po Syberii, postawił nawet w jednej z syberyjskich miejscowości małą elektrownię. Uczył miejscowych mężczyzn ją obsługiwać. Składał również rowery. Warunki panujące w Jakucji były ciężkie – nie było utwardzonych dróg, miejscowości były oddalone od siebie o wiele kilometrów, zimą panował duży mróz. Mój dziadek wspominał, że został bardzo dobrze przyjęty przez tamtejszą ludność – opowiadała  podczas spotkania jedna z córek Pani Janiny, Alina.

Jerzy zmarł w 1983 roku w wieku 80 lat i został pochowany w Sikjtach w Jakucji. Kilka lat po upadku Związku Sowieckiego, w 1997 roku, repatriowała się do Polski.

Sklep Odwiedź nasz sklep i sprawdź najnowsze publikacje Muzeum Pamięci Sybiru Odwiedź sklep