Bereza Kartuska

Bereza Kartuska mała miejscowość w północno-zachodniej części Polesiu. Niczym nie wyróżniająca się od pozostałych tego typu osad. Kilkadziesiąt starych, nie specjalnie ładnych domów, przeplatanych socjalistyczną budową. Tak naprawdę nie ma czego oglądać w centrum. Pomnik Lenina, też niczym nie zachwyca, typowa bryła wodza rewolucji.

Może warto zatem poszukać powiązania z kartuzami, nazwa miejscowości wyraźnie to sugeruje. I tak jest faktycznie. Na obrzeżach miasteczka do dzisiaj znajdują się pozostałości po wielkim kompleksie klasztory. Malownicze ruiny zachwycają czerwonym kolorem cegły, w pełni ukazują obronny charakter budowli. Jednak to nie z powodu tych ruin Bereza przeszła do polskiej historii. To tutaj zlokalizowane zostało najsłynniejsze więzienie międzywojennej Polski. Kto nie słyszał o Berezie Kartuskiej - o sanacyjnym obozie odosobnienia. Przykład płynący z państw totalitarnych Związku Sowieckiego i Niemiec nazistowskich był aż za nadto pociągający, aby nie próbować go przeszczepić do polskich warunków. W normalnym systemie prawnym należało zebrać dowody, aby skazać osobę podejrzaną. W przypadku obozów koncentracyjnych wystarczyło samo podejrzenie a można było już odizolować niepożądaną jednostkę.

Władze sanacyjne co prawda długo wzbraniały się przed zastosowaniem jawnej instytucji obozu koncentracyjnego w Polsce. Stosowano rozwiązania pośrednie, do najbardziej znanych należało przetrzymywanie przeciwników politycznych w Twierdzy Brześć. Bereza miała być rozwinięciem metod stosowanych w Brześciu. Nie przypadkowo ówczesny komendant twierdzy – płk Wacław Kostek-Biernacki, później już jako wojewoda poleski sprawował także kontrolę polityczną nad obozem odosobnienia.

Bezpośrednią przyczyną utworzenia obozu w Polsce było zabójstwo 15 czerwca 1934 roku ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego. Podejrzanymi byli nacjonaliści ukraiński, ale odpowiedzialność polityczną szybko rozciągnięto na wszystkie opozycyjne środowiska. Pierwszymi osadzonymi byli polscy prawicowcy z Obozu Narodowo-Radykalnego.

Obóz ulokowano w byłych koszarach wojskowych w Berezie Kartuskiej, notabene zbudowanych w XIX-wieku przez Rosjan z cegieł pozyskanych z rozbiórki klasztoru kartuzów. Peryferyjne położenie miejscowości było w tym przypadku wyraźną zaletą. Tempo organizacji placówki było imponujące. Obóz zaczął działać już 8 lipca 1934 roku.

Dzisiaj po najbardziej złowrogim miejscu Polski sanacyjnej pozostały dwa budynki. Odnowiony blok aresztowanych i znajdujący się w kompletnej ruinie budynek koszar policyjnych. Przy wejściu na teren dawnego kompleksu więziennego znajduje się ponadto mało efektowny obelisk upamiętniający komunistów osadzonych Berezie i coś na kształt betonowej budki strażniczej. To co może zadziwiaj to duża liczba biegających i bawiących się dzieciaków po dawnym dziedzińcu obozowym. Dzisiaj jedynie można jedynie odnaleźć zarys pozostałości po głównym placu, zamienionym w park i plac zabaw. Duża liczba dzieci nie dziwi, jeżeli poznamy obecne przeznaczenie dawnego bloku zajmowanego przez aresztantów. Jest to Młodzieżowy Dom Kultury w Berezie Kartuskiej.

Pierwszy raz do Berezy Kartuskiej zawitałem w latach 90-tych. Moim przewodnikiem był młody dziennikarz lokalnej gazety, typowy krajoznawca. Był wyraźnie wzruszony, że ktoś chce oglądać jego miejscowość, jest zainteresowany historią. Dzięki jego uprzejmości i znajomościom, możliwe było dokładne przestudiowanie ułożenia sal więziennych. Podobnie ja w przypadku dziedzińca nie było to zadanie łatwe. Jedynie grube ściany nośne podpowiadały jak faktycznie mógł wyglądać układ pomieszczeń. Wczucie się w sytuację więźniów było tym trudniejsze, iż sale osadzonych dzisiaj były urokliwymi kącikami zabaw dzieci. Wiedziałem, że przeniosłem się w czasie, ale nie był to czas obozu odosobnienia a czas mojego dzieciństwa i sowieckich kreskówek z serii „Wilk i zając”. Komunizm upadł już dawno, ale ten dom kultury był żywcem wyjętą pozostałością z tamtej epoki. Każda sala poświecona była innej aktywności, w jednej można było nauczyć się malowania, w drugiej szydełkować, dalej wycinać, tkać, lepić garnki… . Tak to była scenografia z jednego z odcinków „Wilka i zająca”. Brakowało tylko dwóch głównych bohaterów kreskówki goniących się po salach domu młodzieży.

Zadziwiające jak władze komunistyczne, nazywając obóz odosobnienia jedną z najcięższych katowni burżuazyjnej Polski, mogły jednocześnie zaadoptować te pomieszczenia pod dom kultury. Na tym przykładzie widać aż nadto dobrze schizofreniczność tamtego systemu. Obóz odosobnienia w Berezie Kartuskiej był najbardziej negatywnym symbolem czasów sanacyjnych. Obóz piłsudczykowski tworząc takie miejsce dał niezwykle nośny oręż walki politycznej swoim przeciwnikom. Najlepiej wykorzystał to ruch komunistyczny czyniąc z Berezy symbol katowni komunistycznych towarzyszy.

I choć faktycznie komuniści stanowili grupę dominującą przez cały okres funkcjonowania obozu, to jednak obok nich znajdowali się też polscy narodowcy, działacze Ukraińcy, a w ostatnich trzech latach liczba grupa kryminalistów i spekulantów. Do obozu mógł trafić każdy kogo władza podejrzewała o wrogą działalność. Nie trzeba było przedstawiać dowodów wystarczyło samo podejrzenie. Było to niezwykle wygodne rozwiązanie, gdyż umożliwiało eliminowano osoby, co do których przestępczej działalności nie potrafiono zebrać dowodów a istniały jedynie poszlaki.

Warunki egzystencji były bardzo surowe. Jedzenie było więcej niż skromne. Policjanci stosowali cały szereg różnego rodzaju szykan: wyzwiska, musztra, bicia. Oporni trafiali do karceru i byli pozbawiani racji żywnościowych. Praktycznie każdy etap codziennej obozowej egzystencji mógł dawał okazję do stosowania szykan. Najsłynniejszy więzień Berezy Stanisław Cat-Mackiewicz tak opisywał korzystanie z toalety: „na komendę raz, dwa, trzy, trzy i pół, cztery, każdy z więzów miał obowiązek rozpiąć spodnie, załatwić się i zapiąć, co było oczywiście czasem niewystarczającym absolutnie, tym bardziej, że skandowane komendy nie były wcale wydłużone”.  

Bez wątpienia Bereza nie była zwykłym więzieniem, gdzie należało przestrzegać stosownych regulaminów. Tutaj dowolność była znacznie większa. Robiono to zresztą celowo. Trzymiesięczny pobyt – bo na tyle zsyłano, miał skutecznie zniechęcić do prowadzenia dalszej działalności antypaństwowej lub kryminalnej. W rzeczywistości było bardzo różnie. Zdarzały się przypadki ponownego zsyłania do obozu a korzyści resocjalizacyjne były znacznie mniejsze niż negatywny, polityczny wydźwięk funkcjonowania miejsca odosobnienia.

I choć warunki w Berezie były bardzo surowe, to jednak w żadnym aspekcie nie dorównywały katowniom nazistowskim czy sowieckim. Wbrew temu co głosiła komunistyczna propaganda nie był to obóz zagłady, nastawiony na bezpośrednią czy pośrednią eksterminację ludzi. Był natomiast bez wątpienia dzieckiem swojej epoki – dzieckiem funkcjonujących w Europie w latach 30-tych XX wieku systemów autorytarnych i totalitarnych.

Wokół funkcjonowania obozu zawsze było dużo mitów. Także dzisiaj pamięć o Berezie Kartuskiej wykorzystywana jest do bieżącej walki politycznej. Środowiska lewicowe strasząc prawicowym ekstremizmem chętnie sięgają po przykład z przeszłości jakim był obóz odosobnienia. Obóz przeżył swoją epokę i wszedł do polskiej pamięci zbiorowej jako jaskrawy przykład nadużycia władzy w okresie międzywojennym i jako przestroga do niesięgania po radykalne środki w realizacji nawet najsłuszniejszej wizji politycznej.

Autor: Wojciech Śleszyński

Do góry