Krew polska znaczyła szyby kopalniane...

10 lutego mija 76. rocznica pierwszej masowej wywózki ludności kresowej w głąb Związku Sowieckiego. Według różnych szacunków, w północnej Rosji, na Syberii i w północnym Kazachstanie znalazło się wówczas od 140 do 250 tys. obywateli II RP – głównie leśników i osadników wojskowych. Była to pierwsza z czterech podobnych akcji przeprowadzonych przez okupanta w okresie od 17 września 1939 do 22 czerwca 1941 roku.

Aresztowanie we wszystkich przypadkach wyglądało podobnie. Do wytypowanej wcześniej rodziny, nocą z 9 na 10 lutego 1940 roku, stawiał się przedstawiciel miejscowego sielsowietu (rady wiejskiej), w towarzystwie milicjantów lub żołnierzy NKWD. Po sprawdzeniu tożsamości i dokonaniu rewizji Sowieci nakazywali spakowanie ubrań, pościeli, narzędzi i zapasu żywności.

Jan Sawicki, syn podleśniczego z Bud w pobliżu Białowieży tak wspominał moment aresztowania i wywózki:

Przyszli dwaj bojcy (żołnierze), jeden stanął w progu z jednej strony, drugi z drugiej. Kazali nam w dwie godziny spakować się i opuścić mieszkanie. Wtedy akurat matka była chora. Ojciec wydoił jeszcze krowy, sparzył mleko. Pamiętam jak zajadaliśmy z bratem chleb posypany cukrem i to właśnie mleko... Pod dom podstawili dwie furmanki, załadowali nas z dobytkiem i powieźli do Białowieży na stację towarową. Tam załadowali do bydlęcych wagonów.

Wyrwani ze snu, zmuszeni do spakowania dorobku swego życia w kilkadziesiąt minut wyruszali w podróż w nieznane. Anna Jakubów córka leśniczego z Kromania po latach obrazowo opisała warunki transportu:

Upychano ludzi w tych wagonach jak śledzie w beczce, po osiem rodzin. Po obu stronach wagonu znajdowały się prycze, na środku stał piecyk żelazny. To miało być nasze mieszkanie na ponad miesiąc Zakratowane okna, zasuwa żelazna na drzwi i uzbrojony strażnik miały gwarantować, że nikt się nie wyślizgnie i nie ucieknie od swojego przeznaczenia.

Na miejscu czekały na zesłańców drewniane baraki i praca w lesie, rzadziej w wyeksploatowanych kopalniach. Ludwik Parowicz, leśniczy z Nieznanego Boru, skrzętnie opisał warunki, w których pracował na Syberii:

Do pracy byli zmuszani mężczyźni i kobiety. Mężczyźni pracowali w kopalniach przy najokropniejszych warunkach bezpieczeństwa pracy. Stare szyby kopalniane nie były dostatecznie zabezpieczone. […] Pracowaliśmy przy zwykłych naftowych lampach, z których  tłukły się kłęby dymu […] Krew polska znaczyła szyby kopalniane, pracowaliśmy bez żadnych specjalnych ubrań, w polskich mundurach leśników, na których błyszczało nasze polskie godło orzeł biały.

Oprócz ciężkiej pracy codziennym towarzyszem zesłania był również głód. Na zawsze został w pamięci Jerzego Kowalskiego syna gajowego z Wroniego Boru:

Głód był naszą codzienną udręką nie dawał spać nawet w nocy. Najbardziej dawał się we znaki zimą, kiedy skromne zapasy kończyły się, a o nabyciu jakiegokolwiek jedzenia nie było mowy. […] Na siedmioosobową rodzinę dwa lub trzy kartofle ucieraliśmy na tarce. Zarzucone na wrzątek dawały taki niby kisiel, nasze główne wyżywienie.

Nadzieję na opuszczenie miejsc zesłania przyniosła „amnestia” ogłoszona przez Stalina 30 lipca 1941 roku. Na mocy ustaleń z rządem londyńskim Władysława Sikorskiego, na obszarze ZSRS rozpoczęto wówczas tworzenie Polskich Sił Zbrojnych. W ciągu zaledwie kilku miesięcy do punktów organizacyjnych w Buzułuku, Tatiszczewie i Tockoje zgłosiło się około 120. tysięcy obywateli polskich – mężczyzn, kobiet i dzieci, którzy do listopada 1942 roku zostali ewakuowani do Iranu. Po odbyciu odpowiedniego przeszkolenia i rekonwalescencji żołnierze polscy walczyli następnie u boku aliantów na froncie włoskim. Niezwykłe były również losy cywili, którzy ewakuowani wraz z armią Andersa znaleźli schronienie w osiedlach położonych w Afryce, Indiach, Australii, Nowej Zelandii  i Meksyku.

Zbigniew Ostrowski, syn osadnika wojskowego ze Stanisławowa nie krył radości z opuszczenia Związku Sowieckiego:

Następnego dnia odpłynęliśmy i przez zatokę wyszliśmy na Ocean Indyjski, kierując się w kierunku portu Mombasa w Afryce. Z obawy przed japońskimi samolotami i łodziami podwodnymi konwojowały nas dwa brytyjskie okręty wojenne. W czasie podróży towarzyszyły nam „latające ryby”, które płynęły równolegle do statku małymi ławicami. Aż nie chciało się schodzić z pokładu, tak przyjemnie było na tej wodnej przestrzeni! Zachodzące słońce złociło taflę wody, ciągnąc za sobą błyskotliwą smugę światła, a szum fal i firmament niebieski rozświetlały już błyszczące gwiazdy.

Druga szansa na powrót do Polski pojawiła się wiosną 1943 roku za sprawą polskiej komunistki Wandy Wasilewskiej i płk. Zygmunta Berlinga, którzy podjęli się zorganizowania na terenie Związku Sowieckiego polskich oddziałów wojskowych. Sformowana nad Oką 1. Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki i  kolejne jednostki brały następnie udział w walkach z Niemcami, uczestnicząc m.in. w zdobywaniu Berlina.

Jednakże dopiero zakończenie drugiej wojny światowej i podpisanie odpowiednich umów repatriacyjnych z ZSRS umożliwiło w latach 1945-1946 powrót do Polski większości osób deportowanych w okresie pierwszej okupacji sowieckiej. Wyniszczony wojną kraj, zamęt i strach przed nową rzeczywistością nie przyćmiły w polskich zesłańcach radości z powrotu do ojczyzny. Bolesława Antoniuk, żona leśniczego z Radzynia Podlaskiego:

Wsiedliśmy do wagonów. Pociąg ruszył. Teraz dopiero uwierzyliśmy, że wracamy do Polski. Boże! Wysłuchałeś naszych modlitw. Jeszcze niepewność, jeszcze strach, czy nie zmienią kierunku, czy nas nie oszukają kolejny raz. […] Przekraczamy granicę! Jesteśmy wolni! Z piersi wydobywa się gromkie „Jeszcze Polska nie zginęła”.

Nie wszystkim zesłańcom udało się przeżyć na Sybirze i powrócić do Polski. Wielu zmarło z głodu i wycieńczenia, inni polegli z bronią w ręku walcząc u boku sojuszników. Do kraju nie wróciła również część żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie obawiając się, nie bez podstaw, represji ze strony władz komunistycznych.

Wykorzystane w artykule fragmenty wspomnień pochodzą z Archiwum Dokumentacji Zsyłek i Deportacji Muzeum Pamięci Sybiru oraz zbioru Wspomnienia deportowanych z ziemi podlaskiej na Syberię i do Kazachstanu w latach 1939-1956, red. A. Gryc, Hajnówka 2013.

Na zdjęciu Irena Prejzner z bratem Andrzejem oraz koleżanką na zesłaniu, 1945 r., ze zbiorów MPS. Rodzina Prejznerów 10 lutego 1940 roku została wywieziona z lesniczówki Ponikła (woj. białostockie) w okolice Irkucka.

Autor: Bogusław Kosel
Źródło: sybir.com.pl

Do góry