Prof. Mikołaj Iwanow w Muzeum Pamięci Sybiru przypomina o „operacji polskiej”

W wigilię uroczystego otwarcia wystawy „Operacja polska” NKWD 1937-1938 w Muzeum Pamięci Sybiru odbył się wykład prof. Mikołaja Iwanowa.

Prelegent jest profesorem zwyczajnym. Pracuje jako wykładowca na Uniwersytecie Opolskim. Zainteresowania naukowe profesora Iwanowa koncentrują się na historii najnowszej i problemach narodowościowych. Od lat zajmuje się badaniem historii mniejszości polskiej w ZSRR (szczególnie w latach stalinizmu). W 2015 r. jego książka pt. „Zapomniane ludobójstwo. Polacy w państwie Stalina. «Operacja polska» 1937–1938” została nominowana do Nagrody Historycznej im. Kazimierza Moczarskiego. Za pracę „Pierwszy naród ukarany. Polacy w Związku Radzieckim 1921-1939” został uhonorowany wieloma polskimi i międzynarodowymi nagrodami.

Mikołaj Iwanow opowieść o „operacji polskiej” rozpoczął nawiązaniem do Katynia. Profesor wyjaśnił, że zbrodnia katyńska na tle „operacji” okazuje się „drobnym przypadkiem”, ponieważ w przypadku wydarzeń z lat 1937-1938 mamy do czynienia ze zbrodnią dziesięciokrotnie większą niż morderstwo 20 tys. polskich oficerów. To, co się stało wówczas z Polakami można porównać jedynie z innymi ludobójstwami wieku XX. Dlatego też Mikołaj Iwanow określa „operację polską” mianem polskiego holocaustu.

Jako potwierdzenie swojej tezy, Profesor przytoczył słowa świadka historii – Heleny Trybel: Gdy rozpoczęła się „operacja polska”, ojciec po powrocie z pracy, zebrał nas i powiedział: „Pamiętajcie my nie jesteśmy Polakami. Być Polakiem w Związku Sowieckim to jest przestępstwo!”. Tak się czułam w tym 1939 r., że mogę powiedzieć, że być wówczas Polakiem w Związku Sowieckim to jak być Żydem w III Rzeszy.

Profesor odwołał się także do początków badań nad problematyką. Wspomniał swoje wyjazdy na Ukrainę. Okazało się, że tam Polacy przetrwali. Na Białorusi praktycznie nie odnalazł śladów Polaków. Na Ukrainie wywózki rozpoczęły się w 1935 r. i odbywały się stosunkowo łagodnie. Każda rodzina dostawała do dwóch tygodni na pakowanie, mogła zabrać krowę, jakieś inne zwierzę hodowlane. Na Dzierżyńszczyźnie „nie bawiono się w wagony”. Najpierw przyjeżdżała tzw. „dwójka”, potem, „trójka”. Wyrok śmierci podpisywały tylko dwie osoby. M. Iwanow przypomniał także o liczbach: Mamy dzisiaj bardzo dokładną statystykę dotyczącą ofiar. Memoriał ma 111 tys. nazwisk Polaków rozstrzelanych w „operacji polskiej”.

Dlaczego zginęli? Prelegent zamknął wyjaśnienie w krótkiej frazie: Bo byli Polakami.

Profesor Iwanow opowiedział o niepowodzeniu „polskiego eksperymentu”, o rozczarowaniu Stalina odpornością Polaków na sowietyzację, absurdach donosów i oskarżeń oraz likwidacji funkcjonariuszy NKWD, którzy urządzili krwawą łaźnię w 1937 r.

Przez 20 lat pukałem do różnych drzwi, by rozpocząć proces upamiętnienia tej zbrodni. Kiedyś ktoś mi nawet zarzucił, po co upamiętniać tych Polaków, przecież to byli sami komuniści? – wspomina badacz. Przecież komuniści wśród Polaków stanowili 3%, najwyżej 5%. Nie jest prawdą, że „operacja polska” była skierowana przeciwko polskim komunistom. Rzeczywiście zamordowano generałów NKWD – Polaków, ale w większości ginęli polscy chłopi, szlachta polska, lekarze, inteligenci, pracownicy techniczni – wyjaśnił Iwanow.

Mikołaj Iwanow wyraził także swoje zadowolenie z wydarzeń upamiętniających 80. rocznicę wydania rozkazu 00485, do których zalicza wystawę plenerową Muzeum Pamięci Sybiru. Mam nadzieję, że i w szkołach polskich, i w społeczeństwie wszyscy będą wiedzieć o „operacji polskiej”. To nie jest myślenie ani działanie antyrosyjskie. Nikt nikogo nie chce upokorzyć, ale nie można budować stosunków z Rosją na kłamstwie – apelował historyk.

Do góry