Opowieść Zofii Marcinkiewicz, deportowanej w kwietniu 1940 roku do Kazachstanu

„Gdy wróciliśmy z potwornego zesłania z Uspienki do sochwozu Czystowskiego, zaczęłam poważnie chorować na oczy. Oczy moje były zaczerwienione, bolały mnie, nie mogłam też patrzeć na światło. Po bardzo długim okresie mojej choroby przyjechała do sochwozu okulistka. Wówczas, uszczęśliwiona moja ukochana mama zaprowadziła mnie wreszcie do lekarza. Lekarka postawiła diagnozę i orzeczenie: należy zmienić jakoś wyżywienia, gdyż w przeciwnym razie grozi mi ślepota – przestanę widzieć!

No i z tym był problem. Moja mama nie pracowała w sochwozie. Jak więc tu zmienić wyżywienia, kiedy często w ogóle nie było co jeść (…).

Choroba moich oczu stawała się poważnym problemem nie tylko dla mnie, ale i dla mojej rodziny. Nie otrzymałam przecież od lekarki żadnego lekarstwa, bo nie dało się usunąć przyczyny schorzenia oczu. Przecież tą przyczyną był po prostu głód!”   

Do góry