Opowieść Tadeusza Węgrzyńskiego, deportowanego 13 kwietnia 1940 roku do Kazachstanu

"Kiedy wybuchła wojna mieszkaliśmy w Białymstoku, przy ulicy Kochanowskiego 21 (…) Wywieźli nas 13 kwietnia 1940 roku, nad ranem. (…) Wcześniej, około trzeciej w nocy, przyszli sąsiedzi i powiadomili nas, że Sowieci wywożą wszystkie rodziny w nieznanym kierunku. Uciekliśmy z domu, zaczęliśmy błąkać się po ulicach. Pusto, zimno, ciemno, bo to jeszcze kwiecień. Nic nie wiadomo. Nad ranem postanowiliśmy wrócić. Chwilę później pod dom podjechał samochód. Wysiedli Sowieci, czterech otoczyło dom, jeden – oficer – wszedł do środka. Mama od razu zaczęła się pakować. A on tak spojrzał i mówi: ‘ Co wy, chaziajka [gospodyni], pakujecie się?’ ‘A tak’ ‘A gdzie wy się pakujecie?’ ‘Słyszałam, że nas wywozicie do męża’ ‘No tak. Pakujcie się. Macie 15 minut do spakowania się’ (….) Załadowali nas na samochód i zawieźli na ul. Hetmańską, pod tunel. Tam wagony stały. Załadowali nas i zaczęliśmy podróż. Jechaliśmy prawie miesiąc, aż dojechaliśmy do Pawłodaru (…)"

Źródło: sybir.com.pl

Do góry