Opowieść Stanisławy Urbanowicz, deportowanej w czerwcu 1941 roku do Bolszoj Jerby

W czerwcu 1941 roku Maria Mroziewska, razem z czwórką dzieci, została deportowania z Krasnoborków (gmina Sztabin) do miejscowości Bolszaja Jerba. Przez półtora roku kobieta pracowała w kołchozie, a następnie jako kucharka w powstałym Polskim Domu Dziecka. Do Polski wszyscy wrócili w roku 1946.

Stanisława Urbanowicz (z d. Mroziewska): "Wreszcie marzec 1946 roku. Przychodzą zawiadomienia, że wracamy do kraju. Każdy dostaje dokument repatriacyjny. Radość ogromna. Najpierw wyjeżdżają rodziny z dziećmi, które pracowały w kołchozach i niektórzy pracownicy Polskiego Domu Dziecka (ostatecznie Dom Dziecka opuści Bolszoju Jerbu za miesiąc). Żegnamy się z Rosjanami. Prości, przemili ludzie ściskają nas, płaczą i mówią: 'Wy uże dożdlis swabody, a kagda my dażdiomsia?'. I my i oni czekaliśmy na tę chwilę bardzo długo (...) Polacy ściągali z najdalszych zakątków (...) Krasnojarskiego Kraju (...) Na stacji Son stały przygotowane wagony 'tielatniki'. Ozdabiano je gałązkami zieleni (przecież to wiosna) i transparentami 'Wracamy do Ciebie, Ojczyzno'. Pociąg rusza i znowu rozbrzmiewa pieśń 'Boże, coś Polskę'. Odjeżdżamy, tym razem w otwartych wagonach. Nie towarzyszy nam NKWD. Po drodze oglądamy miasta: Nowosybirsk, Tomsk, Omsk. Mijamy Ural, wreszcie Europa. Jesteśmy w Moskwie. Stoimy tutaj na dworcu Białoruskim trzy dni. Śladów wojny w Moskwie nie widać. Panie pracujące w Ambasadzie Polskiej w Moskwie organizują nam, dzieciom powracającym z Syberii, wycieczkę. Jedziemy metrem, oglądamy Plac Czerwony (...) Jedziemy dalej. Wreszcie granica. Brześć - ostatnie sprawdzanie kart repatriacyjnych. Słyszymy na stacji mowę ojczystą. Jesteśmy wreszcie w kraju po tylu latach tułaczki. A przecież wydano na nas wyrok 20 lat zesłania. Niezbadane są wyroki Boże. Jesteśmy w Białymstoku, w Urzędzie Repatriacyjnym, z którego rozwożą nas do domów rodzinnych. Gospodarstwo zniszczone, ojca nie ma, nie ma dosłownie nic. Trochę pomaga nam rodzina i sąsiedzi. I tak zaczęło się nasze życie na powrót w Ojczyźnie (...)"

Na zdjęciu: Pracownicy Polskiego Domu Dziecka w Bolszoj Jerbie z dziećmi (druga z prawej strony Maria Mroziewska), ok. 1945 r., Relacja Stanisławy Urbanowicz i reprodukcja fotografii w zbiorach MPS.

Źródło: sybir.com.pl

Do góry