Opowieść Marii Halickiej, deportowanej w lutym 1940 roku do Ałtajskiego Kraju

„Gdy mróz ustąpił, a soki i żywica drzew ruszyły, robotnicy szli do lasu (…). Były to czasem kilkukilometrowe odcinki lasu. Para robotników to mężczyzna ze specjalnym nożem do cięcia kory drzew i kobieta z wiadrami „odwiedzająca” wcześniej nacięte drzewa, skąd pobierała ze zbiorników żywicę do wiader. Takich wiader żywicy zbierało się kilka dziennie. Przemierzało się z nimi kilometry lasu (…). Była to mordercza praca dla kobiety. O samej technice pobierania żywicy tylko tyle, że przy każdym drzewie trzeba było się pochylić, podstawić ciężkie wiadro, wyskrobać żywicę, zawiesić zbiorniczek, potem schylić się do wiadra oraz ruszyć do następnego, setnego i tysięcznego drzewa. Praca trwała od świtu do zachodu słońca. Wspomnę jeszcze, że bardzo dokuczały moskity i komary, a w upał pragnienie, że o głodzie nie wspomnę.”

Pani Maria Halicka z domu Tymkiewicz, urodziła się 13 listopada 1929 roku w Zemborzycach, a zmarła 22 października 1994 roku w Kielcach. 

 

Do góry