Opowieść Józefa Korzeniowskiego, deportowanego w marcu 1949 roku na Syberię

„Lato zaczynało się upałami, a w nocy, nawet przy gruncie i na otwartej przestrzeni, temperatura nie spadała poniżej 5 stopni C – noc była zbyt krótka, by podłoże mogło oddać całe, nagromadzone w ciągu długiego dnia ciepło. Lato choć krótkie, było nie mniej fascynujące niż wiosna, szczególnie druga jego połowa, kiedy wszystko zaczynało dojrzewać (...) Najobficiej występującymi w tajdze jagodami były borówki, zarówno brusznica, jak i tzw. czarna jagoda. Poza obfitością oba rodzaje wyróżniały się wielkością. Wrażenie robiły kiście brusznicy z dużymi, wielkości grochu, czerwonymi jagodami, leżące na ciemno zielonym mchu. Była ich taka ilość, że jak się podeszło do takiego pola jagodowego, to nie było gdzie postawić stopy. Jedynym problemem przy ich zbieraniu, był w danym przypadku czas. Brusznica dojrzewała pod koniec sierpnia, kiedy na otwartym terenie pojawiały się już pierwsze, przygruntowe przymrozki; do wnętrza tajgi „wkraczały” około 10 dni później. Jeszcze obficiej występowały czarne jagody; zajmowały wielkie połacie, a jagód była taka ilość, że patrząc na ową połać odnosiło się wrażenie, iż jest ona bardziej granatowa niż zielona. Czarne jagody po wysuszeniu stosowano jako skuteczny lek na wszelkiego rodzaju zaburzenia związane z układem trawiennym."

Józef Korzeniewski (ur. 18 września 1945 r.) deportowany wraz z rodziną na początku marca 1949 roku z małego miasteczka litewskiego Kalwaria Suwalska do Korsukowa (obwód irkucki). Wspomnienia Pana Korzeniowskiego zostały wydane w formie książki pt. „Topienie ryby - czym bywa absurd”.

Do góry