Opowieść Janiny Perwenis, deportowanej w lutym 1940 roku

Z Maciejkowej Góry deportowano całą rodzinę. [Nas] dzieci było pięcioro: Maria, Stefania, Janina, Czesław i Henryk. No i rodzice byli. Mama i tato. I całą rodzinę deportowano (...) W lutym 1940 roku to było. Przyszedł radziecki wojskowy. Z samego rana, jeszcze było ciemno. Ze stukotem do drzwi. Rodzice otworzyli (...) a przed domem już sanie były podstawione. Bo to była zima. 40 stopni mrozu. No i kazali nam się ubrać. Wziąć co to można i że gdzieś tam powiozą (...) Ten wojskowy [to] był bardzo przyzwoity człowiek. Mówił co zabrać. Kazał wziąć dużo jedzenia, by dzieci nie głodowały. Najmłodszy brat miał wtedy 4 lata (...) Mama nie wiedziała co pakować. Sąsiadki przyszły i pomogły. Wiedziały gdzie co leży. Dawały też takie rzeczy, które można było później spieniężyć. Zebrali tego dużo, ale wojskowy nie zwracał uwagi, że więcej niż można (...) Mnie i bratu pozwolił też pożegnać się z innymi dziećmi we wsi (...) Powieźli saniami. Po drodze spaliśmy jedną noc w jakiejś szkole, ale nie pamiętam nazwy miejscowości (...) Na drugi dzień od razu ładowali do wagonów. Wagony stały na torach, takie bydlęce

Na zdjęciu: Janina Perwenis (z lewej) z koleżankami, l.1940-1942.

Źródło: sybir.com.pl

Do góry