Opowieść Jana Sawickiego, deportowanego w lutym 1940 roku w okolice Nowosybirska

"Miałem wtedy czternaście lat, brat dziewięć, siostra Konstancja sześć (...) W domu były jeszcze starsze siostry - Anna i Janina, ta druga z mężem i dwuletnim synkiem Wiktorem (...) Mama leżała, bo akurat chorowała trochę, a ojciec mleko 'zaparzał'. My z bratem siedzieliśmy za stołem, chleb posypany cukrem zajadaliśmy (...) Okna zamarznięte, na podwórku minus dwadzieścia pięć stopni wtedy było. Nagle wchodzą dwa 'bojce', stają w progu - jeden z jednej strony, drugi z drugiej i mówią: 'Za dwie godziny macie wybrać się, pakować się i opuścić mieszkanie!' (...) Ubranie to co na sobie, trochę bielizny, pościel, jeden z tych 'Ruskich' co przyszedł poradził, by żywności trochę też zabrać. Ojciec miał w zapasie kaszę, mąkę, chleb. Kiedyś chleb samemu się piekło (...) Zawieźli na stację do Białowieży".

Źródło: sybir.com.pl

Do góry