Opowieść Bronisława Jóźwiaka, deportowanego w czerwcu 1941 roku na Syberię

„Przybliżyliśmy się do stacji w Czyżewie. Z dala widać już masy ludności na peronie i stosy bagaży. Ten widok dodaje nam otuchy, bo takich nieszczęśników jak my jest tu dużo. Peron na całej długości zapełniony jest szczelnie ludźmi i bagażami. Są tu nawet worki zboża czy ziemniaków. Nie wolno nikomu odchodzić z zajmowanego miejsca. W odstępach kilkunastu metrów rozstawieni byli wartownicy. Po wodę czy do ubikacji paroosobową grupą przeprowadzono pod konwojem. W tym ciężkim przygnębieniu z monotonnym płaczem dzieci, przygrzewani słońcem, obozowaliśmy tak przez cały jakże długi dzień…

Przed wieczorem podstawiono długi skład pociągu (…). Wkrótce pada rozkaz: „Zagrużaj”. Służby stłoczyły po sześć czy nawet osiem rodzin do wagonu. Dużo miejsca na podłodze zajęły bagaże, więc zrobiła się ciasnota. My większą siłą od innych załadowaliśmy się sprawniej zajmując dogodniejsze miejsca. Pomagaliśmy także słabszym kobietom z dziećmi. Wagony przygotowane były specjalnie dla takich jak my pasażerów. Zakratowane cztery małe okienka. Przy drzwiach mocne sztaby. Pośrodku podłogi otwór przeznaczony na ubikację. W miarę załadowania wagonu zamykano drzwi na zamki. Dyżurujących wartowników można było zobaczyć tylko przez okienko…

Po wschodzie słońca ryknął przeraźliwie długo świst parowozu. Wkrótce potoczyły się wagony. Wstrząśnięci tym momentem z bólem serca i modlitwą wyruszyliśmy w nieznany świat. W kierunku Białegostoku - znana nam była ta pierwsza trasa podróży. (…) wyrzuciłem kartkę z kilkoma słowami pożegnania i zdanie do kogoś osobiście. Co było napisane nie pamiętam, nie dowiedzieliśmy się nigdy czy kartkę znaleziono. Początkowo w czasie [jazdy – MPS] pociągiem nie wiele dało się zdrzemnąć. Później zmożeni snem przyzwyczailiśmy się zasypiać podczas turkotu i trzęsienia. Później nastąpiło odwrotne zjawisko. Spaliśmy normalnie w czasie [jazdy – MPS] pociągu, a budziliśmy się gdy stanął.”

Do góry