Opowieść Aliny Danieli Muklewicz, deportowanej w czerwcu 1941 roku na Syberię

„Nasz los dopełnił się nocą z 19-tego na 20-tego czerwca 1941 roku po zakończeniu oktawy Bożego Ciała. Pamiętam to dokładnie, ponieważ na krześle mojego łóżka wisiała jeszcze biała sukienka, w której uczestniczyłam w procesji. Obudziło nas głośne walenie do drzwi, po chwili do mieszkania weszło kilku uzbrojonych enkawudzistów. Stryjowi kazano szybko stanąć pod ścianą z rękami do góry, przykładając mu do piersi pistolet, nie pozwolono się ubrać. Nam, to znaczy stryjence, jej córce i mnie kazano się ubierać. Do stryja cały czas mierzono z pistoletu. Następnie odczytano nam wyrok, z czego wynikało, że Dobrowolski Michał, jego żona Anna, córka Helena i ja Alina – Daniela Dobrowolska są aresztowani. Kazano nam się szybko pakować, powiedziano, że jedziemy spotkać się ze starszymi dziećmi stryja, którzy są w więzieniu. Ale prawdę poznaliśmy dzięki dyrektorowi fabryki, Rosjaninowi, który z urzędu uczestniczył też w aresztowaniu nas. To on nam szepnął, zabierajcie, co się tylko da, jedziecie na Syberię, tam wam wszystko się przyda. Pakowaliśmy więc szybko do worków głównie ubrania i pościel, trochę też naczyń i suchego prowiantu, cały czas pod czujną strażą enkawudzistów, trzymających w rękach pistolety gotowe do ich szybkiego użycia, co stwarzało dla nas trwożną sytuację."

Alina Daniela Muklewicz (z d. Dobrowolska, ur. w 1927 r. w Supraślu).

Na zdjęciu: przedwojenny Supraśl, źródło:www.suprasl.parafia.info.pl

Do góry