Opowieść Alicji Wołczaskiej, deportowanej w czerwcu 1941 roku na Syberię

Alicja Wołczaska (z d. Tworkowska) miała dziesięć lat, kiedy w czerwcu 1941 roku jej rodzina została wywieziona z Michałowa do Siekmieniowa (Oblast Omska). Do Polski wróciła w roku 1946.

"Wymienialiśmy wszystko co mieliśmy. I dostawaliśmy za to czy wiadro kartofli, czy po pół litra przez kilka dni mleka (…)Tato zabrał też z sobą instrumenty, gitarę i mandolinę. Ale tych nie wymienił, z czasem jeszcze bałałajkę dokupił! (…) Kiedy się już zmieniło i w niedzielę można było do pracy nie chodzić, uczył nas grać. A potem jeszcze wśród Polaków chór założył (…) [Próby] mieliśmy u pani Modzelewskiej, pogodnej, wesołej osoby, która zdaje mi się pochodziła spod Zambrowa, z Czerwonego Boru (…) Pani Modzelewska przywiozła z sobą maszynę do szycia. Żeby odciągnąć Polki od tej ciężkiej pracy, od harówki strasznej, wymyśliła i zorganizowała pracownię krawiecką. I oni się zgodzili (…) Kobiety szyły ‘ruskim’ kożuchy, mama wyszywała ich żonom nićmi bluzki i ja też się trochę nauczyłam (…) To był ogromny plus, bo można powiedzieć, że byliśmy już trochę chronione. Siedziałyśmy tam całą zimę i szyłyśmy (…) A że to były takie większe pomieszczenia – pokój i kuchnia – to tam też odbywały się te nasze zebrania polonijne, tam graliśmy i śpiewaliśmy (…)”

Na zdjęciu: Pracownia krawiecka. Strzałką oznaczona Felicja Tworkowska (matka Alicji), przy maszynie Franciszka Modzelewska. Reprodukcja fotografii w zbiorach MPS.

Źródło: sybir.com.pl

Do góry