Deportowany świat – Noc Muzeów 2019 w Muzeum Pamięci Sybiru

Noc Muzeów 2019 w Muzeum Pamięci Sybiru poświęciliśmy pamięci białostoczan, których życiem rodzinnym i zawodowym zachwiały dwie okupacje – niemiecka i sowiecka. To im dedykowaliśmy ekspozycję multimedialną „Deportowany świat”. Na wielkoformatowych, zaanimowanych zdjęciach pokazaliśmy przedwojenne ulice Białegostoku. Na fotografiach z lat 30 – tych uchwycone zostały szczęśliwe chwile białostockich rodzin, codzienność Białegostoku w jej artystycznym i społecznym wymiarze. Świat dwudziestolecia międzywojennego zniszczyła jednak wojna. Wielu obywateli Rzeczypospolitej wywieziono w głąb ZSRS, wśród nich było wielu białostoczan. To właśnie o nich opowiada „Deportowany świat”. Zaprezentowane na ekspozycji sylwetki białostoczan wpisały się w przedwojenną historię miasta. Bohaterowie z naszych fotografii przetrwali dramat zesłania i piekło sowieckich łagrów.

W sali MPS mogliśmy przeżyć symboliczne spotkanie z Ryszardem Kaczorowskim – ostatnim Prezydentem RP na Uchodźstwie. Ożywiony za pomocą hologramu, przemawiał do zwiedzających z prawdziwej mównicy jako honorowy obywatel Białegostoku i ustępujący ze swego stanowiska polityk. Kolejne zdjęcie przywołało rodzinę państwa Cylwich - rodziców i rodzeństwo obecnej sekretarz białostockiego oddziału Związku Sybiraków, pani Jolanty Hryniewickiej. Na zwiedzających patrzyli pogodnie, uchwyceni na białostockich Plantach, nieprzeczuwający jeszcze, że już w czerwcu 1940 roku panią Cylwich wraz z pięcioma córkami Sowieci deportują do Kazachstanu. I jeszcze jedna fotografia: spogląda z niej, uśmiechając się tajemniczo, dwunastoletnia dziewczyna – Jasia Ejsmont. Dziś liczy sobie 94 lata. 13 kwietnia 1940 roku razem z mama i bratem została zesłana do Kazachstanu. Ojciec, przedwojenny białostocki pracownik Policji, aresztowany w październiku 1939 roku przez enkawudzistów nigdy z rodziną się nie spotkał. Spoczywa gdzieś w nieznanym miejscu, stracony jak wielu ojców dzisiejszych Sybiraków. Kolejne zdjęcie to zatrzymany w kadrze marsz pocztu Związku Inwalidów Wojennych Rzeczypospolitej Polskiej w Białymstoku, na czele którego podąża Aleksander Tykocki (jego rodzina również uda się w daleką drogę do Kazachstanu). To białostocki oddział tej najstarszej w Polsce organizacji kombatanckiej powołanej do istnienia w 1919 roku. Dziś mija 100 lat od tego wydarzenia. W 1922 r. związek liczył ok. 400 tys. inwalidów i wdów wojennych; u progu II wojny światowej – 151 tys. Dziś w województwie podlaskim do Związku Inwalidów Wojennych RP należy ok. 360 osób. Ich średnia wieku to 84 lata.

Osobne miejsce w ekspozycji poświęciliśmy sylwetkom dwóch białostoczan – Piotra Sawickiego Seniora i Piotra Sawickiego Juniora. Pierwszy z nich - rzeźbiarz, fotograf - to współautor przedwojennej rzeźby psa Kawelin, którego kopia stoi dziś na białostockich Plantach. Już na początku wojny został skazany przez Sowietów na 13 lat przymusowych robót i wywieziony na wschód. Przeszedł kilka łagrów m.in. w Kotłasie, Workucie i Krzywym Rogu. Był fotoreporterem 2. Korpusu Wojska Polskiego pod dowództwem generała Władysława Andersa oraz czynnym uczestnikiem walk o Monte Cassino. W 1941 roku w Tatiszczewie namalował obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej na uroczystą mszę, w której uczestniczył gen. Władysław Sikorski. Obraz przewędrował z żołnierzami cały szlak 2. Korpusu. Syn Sawickiego, również Piotr, jest znanym białostockim fotografem. Zabiega dziś o zachowanie spuścizny kulturalnej po ojcu - inicjatora Białostockiego Teatru Lalek. Prowadzi swoisty wyścig z czasem, fotografując Białystok, który przechodzi dziś szybką metamorfozę. Na naszych fotografiach obaj Piotrowie stoją przy Kawelinie. Wymienili tylko narzędzia pracy – jeden trzyma dłuto, drugi aparat fotograficzny. Czas się zakrzywił i zapętlił.

Refleksje o losie białostoczan powinien dopełnić spektakl „Kamienica” – widowisko światło i dźwięk w wykonaniu studentów Akademii Teatralnej im. Al. Zelwerowicza Wydziału Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku. Deszcz nam przeszkodził w realizacji artystycznych zamiarów, ale „Kamienicę” na pewno jeszcze pokażemy, oczywiście przy sprzyjającej pogodzie.

Historia kamienicy położonej w Białymstoku przy ulicy Sienkiewicza 14 intryguje. Tym bardziej, że po wojnie dotychczasowi mieszkańcy zniknęli z niej bezpowrotnie. Spektakl światło i dźwięk przygotowany przez studentów Akademii Teatralnej jest metaforyczną opowieścią o historii tego miejsca oraz losach wielu białostoczan, przez których życie przetoczyła się wojna.

W kamienicy działały drukarnia i grawernia "Progress", kantor bankierski oraz zakłady krawieckie. Na parterze były: kawiarnia ze słynną białostocką buzą Macedończyka Najdo Stojanowicza, pralnia "Atłas", woda sodowa i cukierki Mordko Lewina, bar "angielski" Saula Zaksa, sprzedaż sukna, rozlewnia esencji octowej, "Dom Bankowy" Romualda Tylickiego, firmy ubezpieczeniowe, przedstawicielstwa i komisy, a nawet… fabryka beretów baskijskich. Niejaki Kejdanowicz przed wojną sprzedawał tu zegarki i różne srebrne precjoza. Od roku 1936 r. dział tu także Prywatny Instytut Muzyczny sióstr Frankiewiczówien. Mieszkali tu w latach 30 - tych przedsiębiorcy, adwokaci, białostoccy urzędnicy i nauczyciele, lekarze Jan Walewski i Betty Mielnik-Wygodzka, wiceprezes Białostockiej Ochotniczej Straży Ogniowej Samuel Połoński, referendarz magistratu Stanisław Ornstejn, dentyści Sara i Aron Bernblum.

Dziś jest to zupełnie inne miejsce, choć gwar ludzkiego życia został zachowany. Ma tutaj siedzibę Akademia Teatralna. Codziennie studenci i profesorowie tej szacownej uczelni opowiadają ludzkie historie. Pokazują, jak ważne jest słowo i umiejętność narracji. To dzięki tym kategoriom możemy z niebytu wywołać opowieść o świecie, który przeszedł już do historii, ale ożywa na nowo w innej scenerii i czasie. Tam umiejętność jest dla nas szczególnie ważna. Jesteśmy przecież Muzeum Pamięci Sybiru.

Anna Kietlińska
Kierownik Działu Edukacji i Promocji

Do góry